Absurdy drogowe według posła Szramki

W październiku ubiegłego roku poseł Paweł Szramka (Kukiz’15) wraz ze Stowarzyszeniem Prawo na Drodze złożył obywatelski projekt zmiany ustawy prawa o ruchu drogowym. Wszystko, co zawarte zostało w projekcie, było wynikiem społecznych konsultacji, rozmów z kierowcami, analiz obowiązującego prawa. Sejm odrzucił propozycję społeczną ze wsparciem Kukiz’15 w pierwszym czytaniu, a później PiS… te same postulaty wprowadził, jako swoje. OK, ale szkoda, że nie wszystkie. O tym, czego dla kierowców nie zrobiono „Warszawski Wieczór” rozmawiał z posłem Pawłem Szramką.

Na początku naszej rozmowy zapytam Cię jako kierowcę, zgodzisz się ze mną, że polskie drogi pełne są absurdów rodem z „Misia” Stanisława Barei?

Kwestia absurdów drogowych to mój ulubiony temat. Trafiłeś z pytaniem w punkt, bowiem powstaje właśnie duży materiał na ten temat. Wszystkich nas, kierowców, irytują bezpodstawne ograniczenia prędkości, wyskakujący z ukrycia policjanci z radarem w najgłupszych miejscach i niekończące się kontrole, które są niczym innym jak potrzebą wykazania się ze swojej pracy przez funkcjonariuszy. Najlepszym przykładem jest Sierpc. Jadąc do Warszawy, dłuższy odcinek drogi leci przez pola, ale nie można jechać szybciej. To zgodnie ze znakami teren zabudowany, choć do najbliższych domów daleko. Nie wiem, może jakaś komórka na polu robi liczbę zabudowań, trudno powiedzieć. Jednych ten fakt denerwuje, ale hamują, a u większości wzbudza potrzebę bagatelizowania takiego znaku. Jaki jest więc jego sens skoro respektowalność z uwagi na jego absurdalność jest niewielka. Takich miejsc jest mnóstwo w całym kraju.

Te i wiele innych spostrzeżeń zawartych zostało w projekcie dotyczącym zmiany ustawy o prawie drogowym. Często podkreślałeś, że nie jest to tylko Twoje dzieło, a efekt współpracy obywateli zainteresowanych tymi zmianami.

Tak, projekt ten powstał na bazie bardzo szerokich konsultacji. Włączyli się w niego obywatele, kierowcy. To miał być wynik pracy kierowców dla kierowców. W całość bardzo zaangażowało się Stowarzyszenie Prawo na Drodze. Zawsze to podkreślam i serdecznie dziękuję prezesowi Arturowi Mezglewskiemu i Emilowi Rau.

Projekt został odrzucony w Sejmie, w pierwszym czytaniu.

Tak, ale nasze zaangażowanie miało i ma sens. Do tematu przecież wraca się ciągle. Pojawiły się nawet już zmiany,o które postulowaliśmy w naszym projekcie. Nasze propozycje pod innym szyldem, pod szyldem PiS, wróciły. Tak na przykład pojawiły się kamerki osobiste u patrolujących funkcjonariuszy czy też elementy naszych propozycji w CEPiK-u.

O co postulowaliście jeszcze?

Zależało i zależy nam głównie na tym, żeby tych drogowych absurdów było jak najmniej. Żeby kierowcy i funkcjonariusze mieli raczej poczucie wzajemnego wsparcia na drodze, nie wytykania sobie błędów. Obustronna współpraca nad bezpieczeństwem na drogach. To wiąże się z szeroko rozumianą prewencją. Policjanci powinni być nagradzani za to, że w ich rejonie jest bezpiecznie, nie za stosowanie kontrolnych represji. Powinni kontrolować tylko podczas akcji lub, jeśli są ku temu przesłanki, a nie trzaskać kierowców masowo, szukając do czego się przyczepić. Była mowa o kamerkach, o których już wspominaliśmy, o zmniejszeniu biurokracji w pracy policji, doprecyzowaniu podstaw kontroli policyjnych, punktach za bezszkodową jazdę i wielu innych. Dotknęliśmy nawet tematu ujednolicenia czasowego wycofania zarejestrowanego pojazdu z ruchu i tego wszystkiego, co teraz rozumie się pod hasłem CEPiK.

Rozmawiał Robert Wyrostkiewicz
robert.wyrostkiewicz@warszawskiwieczor.pl

Dodaj komentarz