Daria Kurzawa: „Koniec cyrków”

W XVIII wieku cyrki dawały ludziom krew, erotykę i dzikie emocje; męskie, zmysłowe, ale też pełne zakazanego artyzmu i tajemnej sztuki magicznej. Już w XIX wieku mistrzowie kuglarstwa, sztuczek i akrobatyki wraz z egzotycznymi zwierzętami prezentowali przedziwnych ludzi (vide pierwszy film Davida Lyncha „Człowiek Słoń”), a w Warszawie niezapomnianą przez lata babę z brodą.

W przedwojniu „stolyca” słynie z potężnego w stylu antycznym Cyrku Braci Staniewskich, gdzie do 1939 r. na rogu ulic Ordynackiej i Okólnik bawią się Warszawiacy. To tu przychodzi bł. Anicet Kopaliński, kapucyn i męczennik z czasów II wojny, któremu zakon zakazał oglądania w cyrkach widowisk zapaśniczych więc mnich stał przed wejściem, a newsy z areny donosili mu jego przyjaciele z praskiej ferajny (sam Anicet urządził sobie w celi mini siłownię, a większość czasu spędzał z warszawską biedotą). Trwało to aż do września’39 i niemieckiego bombardowania… W PRL, do stacjonujących w stolicy cyrków zjeżdżają PKS-ami dzieci z całej Polski, a dorośli raczą się nie tylko przedstawieniami: mężczyźni legalnie karmią wzrok skąpo ubranymi tancerkami, a zarówno panie jak i panowie chłoną muzykę zahaczającą o zakazany kapitalistyczny jazz… Historia ta trwa aż do dzisiaj, przez III RP łącznie, kiedy to ruchy prozwierzęce doprowadzają do samorządowych akcji zakazujących wjazdu cyrków do miast. Podobną uchwałę podejmuje Warszawa rządzona przez Hannę Gronkiewicz-Waltz, a teraz sankcjonować ją ma nowelizacja ustawy o ochronie zwierząt pilotowana w Sejmie przez posła PiS i ideowego wegetarianina Krzysztofa Czabańskiego, która zakazuje funkcjonowania cyrków z tresowanymi zwierzętami.

Czy to koniec pewnej historii? Kto ma rację w sporze o sztukę, zwierzęta czy tradycję? Ale od początku…

Warszawa kolebką cyrku i późnobarokowej rozpusty

Historia cyrku polskiego ma swój początek w Warszawie, przedwojennej Warszawie. W latach 1776–82 warszawski jubiler Ingermann dokładnie w miejscu Domu Braci Jabłkowskich i sąsiednich kamienic przy Chmielnej, wybudował pierwszy cyrk. Powszechnie używany dziś frazeologizm „cyrk jak na Brackiej” swoje korzenie ma właśnie tam. Pamiętać należy, że ówczesna Warszawa była miastem późnobarokowej rozpusty. Społeczeństwo rządne było ekstremalnych doznań nie zawsze odpowiadających współczesnym kanonom kulturowo-etycznym. Wychodząc naprzeciw potrzebom ludzi cyrk na Brackiej oferował w swym repertuarze mocne spektakle. Nawiązywały one do antycznej tradycji rzymskich amfiteatrów, pełnych przelewu krwi, choć nie tyle ludzkiej co zwierzęcej, ale jednak.

Baba z brodą

Z czasem cyrk ewaluował dostosowując się do zmieniających się potrzeb odbiorców. W pierwszym ćwierćwieczu XIX wieku na scenie nie pojawiały się już krwawiące zwierzęta,a na stałe zagościły wędrowne trupy kuglarzy, a wśród nich akrobaci, gimnastycy i żonglerze. W 1852 roku z uwagi na swój zły stan cyrk na Brackiej został rozebrany. Odbudowany, spalony i ponownie odbudowany przyciągał już klasycznym repertuarem cyrkowym, woltyżerką, tresurą dzikich zwierząt i swą największą sensacją jaką była kobieta z brodą. A więc Conchita Wurst nie była pionierką w dziedzinie szokowania widzów swoją physis … Pionierem był warszawski cyrk, a tak naprawdę, średniowieczne przedstawienia, gdzie brodate kobiety cieszyły się wcale niemałą popularnością.

Dopiero w 1883 roku Warszawa doczekała się gmachu cyrkowego z prawdziwego zdarzenia. Czteropiętrowy budynek z potężną trzytysięczną widownią, aksamitem, wyściełanymi lożami, garderobami, rekwizytorniami i trzynastometrową areną projektu Wincentego Rakiewicza powstał na zlecenie Wilhelminy Ciniselli –
‑Włoszki zakochanej w sztuce cyrkowej. W trakcie swej świetlanej działalności przechodził z rąk do rąk. Pragnąc ratować bankrutującą babkę przejął go Alessandro. W późniejszych latach z powodzeniem prowadził go Stanisław Mroczkowski następnie bracia Staniewscy. Cyrk braci Staniewskich był jednym z najlepszych na świecie i prezentował bardzo wysoki poziom artystyczny. Miejsce słynęło z cyrku wodnego. Arena miała specjalną konstrukcję, dzięki której można ją było wypełnić wodą. Tak jak zmieniał cyrk na Ordynackiej swych właścicieli, tak też zmieniał swój repertuar. Od przedstawień taneczno-muzycznych poprzez występy woltyżerów, treserów i klaunów, na walkach zapaśniczych skończywszy. Zbombardowany w 1939 roku ustąpił miejsca współczesnemu Uniwersytetowi Muzycznemu im. Fryderyka Chopina. W trakcie wojny cyrk za wszelką cenę próbowali reanimować cyrkowi bracia S. Podjęli działania niemal na świeżym powietrzu, bo u zbiegu Kruczej i Mokotowskiej, gdzie zainstalowali cyrk letni. Reanimacja ta była tylko chwilową nadzieją na powrót radosnych, magicznych, cyrkowych, przedwojennych lat. Nie udało się już nigdy więcej pobudować stałej, cyrkowej areny w Warszawie. Cyrk powrócił do tułaczki w taborach i takim już pozostał oraz takim znamy go w czasach PRL i III RP, jednak los tejże cyganerii cyrkowej jest niepewny.

Koniec cyrkowej epopei?

Cyrk ma swoich zwolenników, wielbicieli, pasjonatów swego artystycznego przekazu. Ma też swoich przeciwników, obrońców praw zwierząt. W styczniu 2016 roku prezydent Warszawy H. Gronkiewicz-
-Waltz wprowadziła zakaz organizowania przedstawień cyrkowych z udziałem zwierząt na terenach miasta. Jak się z czasem okazało tak ona, jak i włodarze wielu innych miast, którzy podjęli podobne decyzje, zrobili to pozaprawnie.

Z uwagi na powyższe, uznając, że zaskarżone zarządzenie narusza w sposób rażący wynikającą z Konstytucji zasadę równości podmiotów i zasadę wolności działalności gospodarczej, Wojewódzki Sąd Administracyjny w Warszawie na podstawie art. 147 § 1 p.p.s.a. stwierdził nieważności zaskarżonego aktu w całości. Mówiąc prościej, pani prezydent przeszarżowała legislacyjnie z zakazem cyrkowym.

Szkoda, że w tej sprawie nie mogą wypowiedzieć się zwierzęta, bo bądź tu człowieku mądry, patrząc na cyrkowy obrazek słyszysz dwa skrajnie różne głosy. Z jednej strony krzyczą, że to zbrodnia na niewinnych stworzeniach a z drugiej zapewniają, że tym stworzeniom nie dzieje się krzywda. Tam gdzie jedni widzą karygodne warunki tam inni pokazują weterynaryjne zgody i prawidłowości. Tam gdzie szafują brakiem empatii i bestialstwem widzimy też wieloletnią przyjaźń między człowiekiem, a zwierzęciem.

Daria Kurzawa
daria.kurzawa@warszawskiwieczor.pl

 

Dodaj komentarz