Dr Zofia Bańdur: „Seksmisja” dzieje się dzisiaj

Dr Zofia Bańdur
Dr Zofia Bańdur

Dr Zofia Bańdur swoje badania naukowe poświęciła mężczyznom. Przeprowadziła ankietę wśród 1000 ojców. Wnioski? Czym różni się ojciec w Warszawie od ojca na wsi? Kogo pragną kobiety? O tym wszystkim w wywiadzie „Warszawskiego Wieczoru” opowiada nasz ekspert.

Kobieta, która poświęca swój czas na poznanie tajników mężczyzn i ojców? Dlaczego?

Jestem jedyną córka w rodzinie, mam trzech starszych barci, a tata to czwarty facet. Zawsze mnie fascynował, zachwycał, był wzorcem męskości, a zarazem delikatny i wrażliwy. Przenikałam atmosferą wzajemnych relacji między rodzicami. To największy posag jaki można dostać. Później postrzeganie mężczyzn zawsze było przez pryzmat tego idealnego faceta i ojca. Ciężka sprawa, ale dość klasyczna sytuacja. Tak jak brzmi fragment piosenki Danuty Rinn „Gdzie ci mężczyźni, prawdziwi tacy?”tego się chciałam dowiedzieć. Pierwsze moje badania naukowe skupiły się na relacjach córki z ojcem, a później poszłam dalej i chciałam usłyszeć, co sami mężczyźni-ojcowie mówią o sobie. Przeankietowałam 1000 ojców.

Zanim o nich… A Twoje relacje z mężczyznami?

Są bardzo dobre. Może ich czasami powala moja bezpośredniość, ale to szkoła męska. Nie ma czasu na owijanie w bawełnę i kadzenie.

A jak podobają Ci się warszawscy mężczyźni? Są inni niż za granicą, np. wKrakowie?

Wiesz, czuje nutkę czarowania mnie, ale to też jest piękne, jeśli robione w dobrym stylu i ze smakiem. Ty jesteś super facetem warszawskim.

Urodzony w Zakopanem… Do rzeczy więc. Mężczyźni i ojcowie. W Warszawie jesteśmy inni niż w małych miasteczkach, czy na wsi?

Pochodzę z Podkarpacia, z małej wsi. Mieszkałam również w różnych większych miastach w Polsce i poza granicą Polski. Obecnie mieszkam w Warszawie. W ciągu 30 lat wiele się zmieniło w mentalności, zachowaniu, kulturze, poglądach i potrzebach. Moje badania podczas pisania pracy doktorskiej to potwierdzają. Coraz więcej mężczyzn-ojców zaczyna gromadzić się wokół większych miast takich jak Warszawa. To prawie 54 proc. Małe miasteczka i wsie to pozostałe 46 proc. Skupię się na Warszawie. Takiego typu miasta przyciągają. Nie jeden mężczyzna chce się wyrwać z tzw. dziury i oddychać pełną piersią. Lepsza praca i szansa pozycji ekonomicznej, zdobycie wykształcenia i stania się tzw. kimś. To niewątpliwie daje automatycznie lepszą pozycję mężczyźnie. Takie miasto poszerza horyzonty; jest tu większy dostęp do coraz to nowych technologii etc. Minusy? Pracoholizm, kariera zawodowa po trupach, związki na próbę, brak odpowiedzialności za druga osobę, rozwody i w końcu lęk przed ojcostwem. Trendy wielkich miast narzucają inny model życia. Bardziej liberalny i wyzwolony; z dominacją kobiet i źle pojętym gender i gdzieś tam w tle z zewnętrzną powłoczką metroseksualnej mody, moim zdaniem nieco ośmieszającej mężczyzn. Dobra, w skrócie: tak właśnie tworzy się kreatura wielkomiejskiego faceta. Z takiego materiału będzie trudno wykroić prawdziwego ojca.

No dobra, ale nie tylko duże miasta się zmieniły…

Małe miasteczka i wsie przeszły to samo, tylko inaczej, a czasami odwrotnie, ale skala zmiany jest podobna. Tu notujemy wyludnienie, brak wykształcenia, ucieczkę do wielkich miast, brak perspektyw i pracy. Można wyliczać dalej: narastające zniechęcenie, popadanie w nałogi, a to prowadzi do coraz mniejszej pozycji ojca w rodzinie. Jednak zazwyczaj pozycja ojca odpowiedzialnego i budującego wokół siebie poczucie bezpieczeństwa dla żony i dzieci jest częściej spotykana poza miastem. Moje badania to potwierdzają i wskazują, że dzieje się tak tam, gdzie pielęgnowane są relacje międzypokoleniowe. Ze statystyki wynika, że wielkomiejskie ojcostwo stoi na drugiej pozycji.

Gdybyś miała w czterech zdaniach, niekoniecznie wielokrotnie złożonych, powiedzieć, co wynika z Twojego doktoratu o „chłopach”, co to byłby za przekaz?

Na 1000 ojców, którzy odpowiedzieli na moją ankietę, a była to ciężka praca za co im bardzo dziękuję, uderzyło mnie to, że jednak mężczyźni chcą być prawdziwymi facetami, cudownymi ojcami. Podejmują trud zdobycia tej pięknej sztuki szukając wsparcia, pomocy, ucząc się, a to nie jest łatwe w dobie totalnego luzu. Badałam też podejście do kobiet. Cudownie, że kobiety wyszły z cienia pod każdym względem, ale smutne, że chcą zdominować mężczyzn, uznając ich za nieudaczników, zbędnych, a nawet już nie mających znaczenia w wyborze na ojca. „Seksmisja” dzieje się już dzisiaj. Z jednej strony chcemy rycerzy na białym koniu, romantyków, gladiatorów za nas umierających, gentelmanów w każdym calu, a co my, kobiety, robimy? Walka, feminizm i rywalizacja. Tymczasem to dzięki wspaniałym facetom-ojcom możemy stać się pięknymi kobietami i matkami. Nikt ze swojej płci nic nie traci. Przeciwnie…

Nie widzisz świata zbyt optymistycznie. Kobiety feministki, a mężczyźni do lamusa?

Kochani mężczyźni, nie może was zabraknąć. Zacytuje „Seksmisję”, gdzie obwieszczono koniec męskiej cywilizacji. „Wyginęli? Przecież to nie były mamuty!” – protestował główny bohater. Dokładnie. Nie tylko nie wyginęli, ale widzę potęgę odradzenia się prawdziwych mężczyzn i ojców. Trzeba zachęcić do działania i ukazać niezwykłą potrzebę pracy nad odrodzeniem pozycji ojca. Ojcostwo jest chore, gdy męska dusza jest chora. Zawiłe drogi wielu mężczyzn, osobiste tragedie powinny rodzić w społeczeństwie zrozumienie i chęć niesienia pomocy. Mężczyźni, ojcowie często nie doświadczyli odpowiedniego wzorca w swojej rodzinie. Wielu z nich z wielkim trudem walczy, aby nie być „wyrzuconym na złom” lecz stać się jak skała, na której można zbudować solidny dom: małżeński, rodzinny i ojcowski.

A Wy… kobiety, jakie jesteście okiem naukowca od płci, chociaż genderystką byś chyba siebie nie nazwała z tego, co widzę?

Drogi Robercie, mogę tak do Ciebie mówić?

Proszę.

Dziękuję. Ideologie nigdy mnie nie pociągały, a odkryć kobietę nie jest łatwo. Nie mówię już o badaniach. Szkiełkiem naukowca badałam tylko mężczyzn. A sama dla siebie jestem czasami jedynie studium indywidualnego przypadku.

Rozmawiał Robert Wyrostkiewicz,
redaktor naczelny „Warszawskiego Wieczoru”

Dodaj komentarz