Dunkin’ Donuts

Po długim i piekielnie angażującym kolegium redakcyjnym „Warszawskiego Wieczoru” przyszedł czas na słodkie odprężenie. Nikt nie miał pomysłu „gdzie”, dlatego, spacerując trafiliśmy zupełnie przypadkiem do Dunkin’ Donuts. Kobieca część załogi „WW” wybrała to miejsce oczami. Pełne pastelowych różów ciastka, które na pierwszy rzut oka wyglądają na słodkie i kaloryczne. Tego nam jednak było trzeba. Smaczna kawa i kolorowe pyszne oponki na leżakach przed cukierenką. W środku przemiła obsługa i kilka niekulinarnych, choć smacznych w swym przekazie propozycji: lekkie „czytadełka” o pięknych okładkach, kubeczki, termosy, bidony w pastelowych kolorach, a na wieszaku przy wyjściu różowe okulary, które być może pozostawione przez któregoś z gości dopełniły słodkiego obrazka. Może i ciut chemicznie, ale chemia bywa mniam (nie polecamy jednak tego na stała dietę… raczej na kaprys dnia).

Jak czytamy na stronie internetowej sieci lokale Dunkin’ Donuts istnieją w wielu krajach i działają od 60 lat. W 1950 roku markę założył William Rosenberg. Jak się okazało, ten okrągły przysmak najlepiej smakuje w połączeniu z kawą, a konkretnie po zamoczeniu ciastka w napoju, dlatego Rosenberg do swej oferty dołączył szeroki wybór najlepszych jakościowo kaw. Z czasem oferta DD powiększyła się o szeroki wybór pysznych przekąsek, takich jak kanapki i inne wypieki.

Daria Kurzawa
daria.kurzawa@warszawskiwieczor.pl
fot. Hao/ CC BY 2.0, Flickr

Dodaj komentarz