Działanie Straży dla Zwierząt ociera się o kryminał! Szokujący reportaż…

O kryminał ociera się to, co stało się z krowami, bykami, końmi i świniami po odebraniu ich przez Straż dla Zwierząt – informuje TVP w programie „Alarm” z 5 maja.

Mowa o interwencji przebranego w mundur własnego projektu Mateusza Jandy, tzw. komendanta Straży dla Zwierząt, który odebrał leciwemu Stefanowi Piwowarczykowi, rolnikowi spod Radomia ok. 50 zwierząt, z których większość już nie żyje, a za taką opiekę Janda zażyczyć miał sobie od rolnika 356 tys. złotych. Okazało się, że także gmina Jedlińsk, gdzie prowadzona była działalność hodowlana rolnika, otrzymała fakturę na 300 tysięcy. Sprawę ujawnili dziennikarze Telewizji Polskiej. (kliknij i obejrzyj: „ALARM!”). Rolnik z kolei czuje się okradziony i czeka na swoje zwierzęta, te które przeżyły „opiekę” Straży dla Zwierząt; czeka w swoim domu z desek o dachu krytym eternitem, gdzie setek tysięcy dla animalsów nie zgromadził, nie mógł, nawet, gdyby chciał. Jego całym majątkiem było stado kilkudziesięciu zwierząt, o które być może mógł lepiej zadbać, ale dbał bez wątpienia lepiej niż „przyjaciele zwierząt” ze Straży dla Zwierząt.

„U Piwowarczyka w ciągu pięciu lat pada jedna sztuka bydła, natomiast wśród zwierząt odebranych przez Straż dla Zwierząt w Polsce zginęło w ciągu dwóch lat 50 procent”

– mówi w reportażu TVP Artur Mroczkowski, inspektor weterynaryjny w Radomiu.

„Nie znamy losu drugiego konia. Także po bodajże sześciu tygodniach padła też połowa świń”

– dodaje inspektor Mroczkowski.

„Sprawę niech wyjaśni policja, ale pamiętajmy, świnia czy krowa to mięso, a kilkadziesiąt krów i świń to całkiem dobry samochód”

– mówi Piotr Kłosiński, prezes Polskiego Porozumienia Kynologicznego.

Po dwóch latach rolnik odzyskał w sądzie prawo do zwierząt, jednak tylko mała ich część przeżyła. Inne dziennikarze zlokalizowali u hodowców, którym komendant Straży dla Zwierząt zostawił je pod opiekę, a z którymi widocznie nie rozliczył się jak należy.

„Nie wydam zwierząt dopóki nie będę miał pieniędzy”

– powiedział przed kamerami TVP Wojciech Kwaśnik, właściciel gospodarstwa, gdzie trafił nielegalny transport świń i krów.

Po świniach nie ma już śladu, zabrać je miał Janda, a czterech ostatnich krów rolnik nie chce oddać, pomimo słów dziennikarza, że krowy nie są własnością ani jego ani Jandy tylko Piwowarczyka, któremu Janda w świetle jupiterów zabrał zwierzęta.

„Proszę pana, ale ja hoduję ich. Za każdą dniówkę wystawiam im fakturę. (…) Pan Janda to z tego żyje, a mnie wpierd..ł w kłopoty. Bo ja w życiu takich rzeczy nie robiłem. Nie współpracowałem z takimi kutas…i jak pan Janda i nie będę współpracował”

– mówił rozgoryczony rolnik, który być może także stał się ofiarą organizacji prozwierzęcych.

Co ciekawe, Straż dla Zwierząt miała wystawiać faktury za opiekę nad zabranymi rolnikowi zwierzętami, także dla zwierząt fikcyjnych, których Piwowarczyk nie posiadał.

„Jest policzone za opiekę nad kotami, psami, za kastrację kozłów, których nota bene nie zabrał (Mateusz Janda, komendant Straży dla Zwierząt – dop. Redakcji) od pana Piwowarczyka, bo tam nie było takich zwierząt”

– mówiła w programie „Alarm” TVP Maria Sowińska, prezes stowarzyszenia Pokrzywdzeni przez System i wieloletni opiekun zwierząt bezdomnych.

„Są dwa wyjścia na rozwiązywanie takich problemów. Jedno to sąd, gdzie mają miejsca już pierwsze wyroki skazujące na liderów organizacji podszywających się pod przyjaciół zwierząt. Drugie, to rozważne udzielanie 1 proc. i popieranie zrzutek w internecie. Pomagajmy zwierzętom, a nie szulerom”

– przestrzega Piotr Kłosiński z Polskiego Porozumienia Kynologicznego.

Dwa lata temu tzw. komendant Straży dla Zwierząt, Mateusz Janda, zabrał leciwemu rolnikowi, Stefanowi Piwowarczykowi cały inwentarz, 54 cztery sztuki krów i konia. W obecności zdezorientowanego wójta dodał: „ja podjąłem taką decyzję”. Podjął i zabrał… – opisał sprawę nie dawno portal wPrawo.pl Czy rolnik odzyska część zwierząt? Czy ktoś poniesie konsekwencje? Co ciekawe, Straż dla Zwierząt zwierzęta miała przetrzymywać w Stawiszynie w ramach Projektu Resocjalizacja i Socjalizacja Razem. Jak informuje SdZ: „To wspólny projekt Straż dla Zwierząt w Polsce i Okręgowego Inspektoratu Służby Więziennej w Warszawie, w ramach którego skazani odbywający karę pozbawienia wolności opiekują się skrzywdzonymi zwierzętami.”

Tym razem projekt chyba nie zakończył się sukcesem… zwłaszcza dla zwierząt.

Daria Przeworska

Dodaj komentarz