Filu-JKey: Inspiruje mnie życie i codzienność

Jak i kiedy zaczęła się Twoja przygoda z hip-hopem?

Kulturą hiphopową interesuję się praktycznie odkąd zacząłem sam zauważać pewne rzeczy, coraz bardziej je rozumieć. Było to, gdy miałem około 9–10 lat i z komputera usłyszałem piosenkę Fisza, pt. „Czerwona Sukienka”. Od razu wpadła mi w ucho, spodobała się, zacząłem zapętlać i zagłębiać się w to coraz bardziej. Na MTV wtedy grali sporo rapu, polskiego jak i amerykańskiego. Rap był na każdym polskim osiedlu, co również dotyczyło mnie. Dzięki temu nie miałem problemów z coraz większym wnikaniem w kulturę hiphopową. I tu ważna kwestia, bo wiele osób to myli, hip-hop to kultura, która posiada cztery elementy, a jednym z nich jest rap, czyli muzyka. Także praktycznie jest ta muzyka ze mną od najmłodszych lat i do dziś została w głowie jak i w sercu. Pierwszy raz coś nagrałem w wieku 12 lat. Czyli dwa lata po tym, jak zacząłem się zagłębiać w muzykę rap i całą kulturę hiphopową. Chodziłem wtedy na zajęcia do MDK w Opolu, które nazywały się „rozkminki kontrolowane”. Prowadził je niejaki Kacper, którego serdecznie pozdrawiam, jeśli to będzie czytał. Zajęcia te dotyczyły szeroko pojętej kultury hiphopowej, od muzyki, przez taniec (breakdance, bboying), graffiti, jak i całej wiedzy na temat tej kultury. Niewiele wcześniej napisałem swój pierwszy utwór w życiu. Jakieś dwa miesiące przed nagraniem pierwszego kawałka. Na tych zajęciach pisaliśmy właśnie numery, szlifowaliśmy je, uczyliśmy się rapować i każdy miał okazję spróbować swoich sil przed mikrofonem. Na pewnych zajęciach powstał motyw napisania po zwrotce i tego, by każdy z młodych zajawkowiczów mógł się spróbować na serio przed mikrofonem studyjnym. Pisałem zwrotkę około 30 minut, po czym ją nagrałem. Byłem z tego bardzo dumny. Do dziś sobie czasem słucham tego numeru. Poza moim piszczącym głosem, ten numer już miał jakiś przekaz, a mianowicie był o tym, że już wtedy moim marzeniem było by stać na scenie i mieć to wszystko, co mają raperzy. Cytując początek „Tak wiele rzeczy chciałbym mieć. Tak bardzo na życie chciałabym mieć chęć”. Dziś wiele osób mi zarzuca zajmowanie się muzyką, kiedy ona weszła na salony. Mówią, że jestem sezonowcem. Po prostu stwierdziłem, że jest to dobry czas, by zająć się tym na poważnie, z myślą, że może z tego coś być kiedyś więcej. Także mój pierwszy utwór został nagrany, gdy miałem 12 lat i w tym samym wieku napisałem swój pierwszy tekst.

Ile osób zajmuje się w Polsce rapem czy hip-hopem i kim są odbiorcy waszej muzyki? Można mówić o was, że tworzycie środowisko?

Rapem w tym momencie zajmują się dziesiątki tysięcy osób, młodszych, starszych, ale z roku na rok widać, że robi się to coraz bardziej znane, nie tylko w środowisku hip-hopowym, ale w ogóle w społeczeństwie. Na każdym osiedlu w Polsce jest chłopaczek, jeśli nie paru, który się zajmuje pisaniem i nagrywaniem rapu. Niestety, obecnie trzeba mieć trochę szczęścia lub pomysł na siebie, aby się przebić. Odbiorcami naszej muzyki są głownie ludzie młodzi, utożsamiający się z tekstami, z emocjami i z sytuacjami opisywanymi w utworach. Poza tym, myślę, że rap już nie jest podzielony w pewien sposób, jak kiedyś i w tym momencie osoba w każdym wieku może znaleźć coś, co będzie odłamem rapu, i znajdzie w tym coś dla siebie. Lecz przede wszystkim ludzie młodzi. Tak, tworzymy środowisko, które kiedyś było bardzo hermetyczne, teraz już tak nie jest, zmienia się to cały czas, ale zdecydowanie jest coś takiego, że większość osób, które się obracają w tym środowisku, po prostu się zna nawzajem, cały czas nawiązuje nowe kontakty i mimo że z pozoru może nie wygląda to zawsze jak dobre relacje, to myślę, że większość artystów pomaga sobie w jakiś sposób nawzajem i żyją w dobrych relacjach ze sobą.

Kto na polskiej scenie jest dla Ciebie inspiracją, może legendą?

Na polskiej scenie legendą jest na pewno Molesta Ewenent i Rysiu Peja ze składem SLU. Oni wprowadzili tę muzykę na szerszą skalę do Polski. Nawet jeśli ktoś ich nie lubi, nie słucha, to należy im się dożywotni szacunek za to, co zrobili dla całej kultury hiphopowej w Polsce. To są dla mnie dwie legendy na polskiej scenie. Inspiracji nie czerpie znikąd, chyba że brzmieniowych, bo dużo nowych, ciekawych brzmień powstaje teraz praktycznie na co dzień. Największą inspiracją jest nasze życie i codzienność.

Nie chcesz, by utożsamiać Cię z bratem, Patrykiem Jakim. Mówisz, że pracujesz na siebie. To chyba nic złego mieć brata polityka. Dlaczego tak mocno to podkreślasz?

Tak, nie chcę, by utożsamiano mnie z bratem. Pracuje na sukces jako Filu-JKey, a nie brat Patryka Jakiego. Wiele osób teraz mi zarzuca, że na sławie brata chcę wypromować swoją muzykę. Otóż są w wielkim błędzie. Nigdzie nie używałem swojego nazwiska, nawet celowo nigdzie nie mam go wpisanego w mediach społecznościowych, po to, bym właśnie nie był z nim kojarzony. Przecież  osiem miesięcy zajęło mediom dojście do tego, że ja, jako brat Patryka Jakiego, zajmuję się muzyką, dlatego że mieli to utrudnione przeze mnie. Fakt, posiadanie brata polityka to nie jest nic złego, ale kiedy ty chcesz robić swoje, a ludzie podpinają ci jego łatkę, to nie jest fajne, a wręcz przeciwnie. W ani jednym utworze nie użyłem swojego nazwiska, a jeśli bym chciał wypromować się na sławie brata, to pewnie pierwszy mój wydany kawałek już dawno by przekroczył milion wyświetleń, a ja w nim bym wspomniał, że Patryk jest moim bratem. Nie, to kompletnie nie o to chodzi. Nigdy go nie prosiłem o pomoc w tej dziedzinie. Chcę na swój sukces, jeśli kiedyś go osiągnę w muzyce, zapracować całkiem sam.

 

Dodaj komentarz