Karolina Bednarz „Kwiaty w pudełku”

Zupełnie nowa perspektywa, z jakiej autorka przedstawia nam Kraj Kwitnącej Wiśni, jednych intryguje a innych bulwersuje.

Japonia większości z nas kojarzy się z poszanowaniem tradycji i nowoczesnością. To kraj, który po koszmarze II wojny światowej, dwóch bombach atomowych potrafił podnieść się z ruiny i wyprzedzić technologicznie inne państwa, które nie były aż tak doświadczone cierpieniem i beznadzieją. Pomyślałby ktoś, iż Japonia to kraj idealny do zamieszkania dla wszystkich, jednak czytając książkę – a ściślej rzecz biorąc reportaż – „Kwiaty w pudełku” odnosi się całkiem inne wrażenie.

Karolina Bednarz w swej opowieści skupiła się głównie na kobietach. Zaprezentowała nam zupełnie nowe oblicze pięknych, japońskich kobiet w kimonach z twarzami ukrytymi za barwnymi wachlarzami. Można by rzec, że odsłoniła te piękne twarze, pokazała to, co kryje się pod wachlarzami. A kryje się według niej naprawdę wiele. Niestety, ciężko doszukać się tam szczęścia, radości czy spontanicznych, pozytywnych reakcji. Pamiętać należy, że ocenia ona świat z perspektywy Europejki, a nie kobiety wychowanej w surowych japońskich realiach. Zwraca jednak uwagę na fakt, że młode współczesne kobiety w Japonii coraz częściej mają ochotę powiedzieć pas. Na razie tylko ochotę, bo do pełnej ich samoświadomości jeszcze daleka droga. Japonia jest bowiem krajem ściśle określonych ról społecznych, ograniczeń i konwenansów, z których tylko niektórym udaje się wyzwolić. Natomiast ci, a właściwie te, którym się to udało często czeka trudny, niepewny los.

Kobiety, które nie spełniają społecznych oczekiwań, nazywa się różnie: „przegranymi psami”, „kobietami kamieniami”, „świątecznym ciastem”. Jeszcze do niedawna ideałem dla wielu rodzin było wychowanie „córek w pudełkach” – chowanych przed zewnętrznym światem, żeby przejść szybko z domu rodziców do domu męża. Umierające z przemęczenia kobiety z przędzalni były „kwiatami narodu”. Żeńską drużynę siatkówki media nazywały „kwiatem igrzysk”. Kobiety w biurach przez długi czas nazywano „kwiatami biurowymi”, jak ikebanę, kwiatowe aranżacje w lobby dużych korporacji. Długo traktowano je jak bukiet, który można wyrzucić, jak dekorację, którą zmienia się wraz nową porą roku

– streszcza lekturę wydawca.

Daria Kurzawa
daria.kurzawa@warszawskiwieczor.pl

Dodaj komentarz