Maria Kądzielska: Co łączy Warszawę z Singapurem?

Przede wszystkim te dwa miasta zbliżyło do siebie nowo otwarte bezpośrednie połączenie lotnicze. To pierwszy lot bez przesiadek łączący Miasto Lwa z Europą Środkowowschodnią. Trwa 12 godzin, cenowo jest porównywany do lotu miedzy Chopinem a JFK. Stanowi on tym samym punkt wyjścia dla rozwoju współpracy między regionami. Dodatkowo zmusza do zadania pytania, dlaczego Warszawa nie jest Singapurem?

Obszarowo są do siebie podobne. Stolica Polski ma powierzchnię ok. 520 km² z populacją liczącą ok. 2 milionów osób. Singapur będąc niewiele większy 716 km² (razem z okolicznymi wyspami), posiada niemal trzy razy więcej mieszkańców i jest od Warszawy wielokrotnie bogatszy z PKB na mieszkańca sięgającym niemal 59 tys. dolarów rocznie. Nasz tradycyjny argument, odwołujący się do zniszczeń wojennych, traumy, niewyobrażalnych aktów rabunku ze strony Niemiec, nie ma w tym wypadku racji bytu. Choć oczywiście prawdziwy, to jednocześnie staje się porównywalny do wyzwań, z jakimi musieli mierzyć się mieszkańcy tej azjatyckiej wyspy. Singapur stanowi przykład państwa-miasta, które na przełomie 50 lat dokonało niewyobrażalnego skoku gospodarczego. Z biednej brytyjskiej kolonii, pozbawionej zasobów naturalnych wyewoluowało do poziomu jednej z najsilniejszych gospodarek świata, o nominalnej wysokości PKB równej 554.855 miliardów dolarów. Jeszcze 50 lat temu mieszkańcy Singapuru nie posiadali w domach bieżącej wody, kanalizacji, ani klimatyzacji, która na ich wysokości geograficznej jest porównywalna do centralnego ogrzewania. Dziś ich standard życia jest cztery razy wyższy niż w Warszawie, a singapurski paszport uprawnia do wjazdu do niemal wszystkich państw świata bez wizy. Dlaczego tak się dzieje i czego możemy się nauczyć od Singapurczyków?

MARIA KĄDZIELSKA dziennikarka, pracuje w tygodniku "Wprost". Ukończyła filozofię oraz filologię polską na Uniwersytecie Warszawskim. Studiowała także na Freie Universität w Berlinie. Debiutowała w studenckim magazynie "Magiel", gdzie prowadziła dział teatru. Publikowała w "Enigmie", "Nowym Dzienniku" oraz "The Varsovian". Zajmuje ją polityka zagraniczna i relacje międzynarodowe (w szczególności ze USA, UK, Niemcami i Izraelem). W ramach pracy naukowej zajmuje się filozofią polityki; w szczególności brytyjskim konserwatyzmem. W maju 2017 roku debiutowała powieścią "Model".
MARIA KĄDZIELSKA dziennikarka, pracuje w tygodniku „Wprost”. Ukończyła filozofię oraz filologię polską na Uniwersytecie Warszawskim. Studiowała także na Freie Universität w Berlinie. Debiutowała w studenckim magazynie „Magiel”, gdzie prowadziła dział teatru. Publikowała w „Enigmie”, „Nowym Dzienniku” oraz „The Varsovian”. Zajmuje ją polityka zagraniczna i relacje międzynarodowe (w szczególności ze USA, UK, Niemcami i Izraelem). W ramach pracy naukowej zajmuje się filozofią polityki; w szczególności brytyjskim konserwatyzmem. W maju 2017 roku debiutowała powieścią „Model”.

Singapur od Warszawy różni przede wszystkim postać wielkiego przywódcy i męża stanu, jakiego my nie mieliśmy, ani w postaci prezydenta miasta, ani przywódcy państwa. Architektem współczesnego Singapuru – zarówno porządku politycznego, jak i przemian społecznych, jest Lee Kuan Yew, zwany także Mędrcem ze Wschodu. Był pierwszym premierem tego kraju w latach 1959–1990. Gdy obejmował władzę, dochód na osobę wynosił tam rocznie około 400 dolarów, dziś to ponad 59 tysięcy dolarów rocznie. Stał na czele tego państwa przez trzydzieści lat, a następnie wpływał na jego kształt jako minister senior a potem minister mentor. To on jest twórcą sukcesu tego państwa-miasta, które nigdy nie miało być autonomiczne. Podczas II wojny światowej znalazło się pod okupacją Japonii, a przed nią i po niej aż do 1959 roku istniało jako brytyjska kolonia. Było jedną z najbardziej zopiumowanych miejsc dawnego imperium, gdzie Chińczycy żyli w takiej biedzie, że nawet nie chcieli umierać w domu; z tego powodu funkcjonowały tam jeszcze do lat 60-tych tzw. „domy śmierci”, gdzie ludzie przychodzili, kiedy poczuli, że wybiła ich godzina, płacili za łóżko i od razu za swój pogrzeb, a następnie bez jedzenia i picia czekali na swoją śmierć. Kraj ten po II wojnie światowej musiał mierzyć się z problemem ogromnego bezrobocia, kryzysu mieszkaniowego, z brakiem zasobów naturalnych i ziemi. To właśnie dzięki wizji Lee Kuan Yewa – jego modelowi edukacji, stworzenia wspólnoty narodowej z czterech różnych etnicznie grup i umiejętności przyciągania zagranicznych inwestorów – w ciągu zaledwie pięćdziesięciu lat Singapur stał się drugim po Japonii najbardziej rozwiniętym państwem Azji, potęgą na światową skalę, najczystszym i najbezpieczniejszym państwem na globie, a także jedynym we współczesnym świecie suwerennym państwem-miastem.

Lee Kuan Yew wykształcił wśród Singapurczyków niesamowite poczucie odpowiedzialności za swój kraj i wspólnotę, w której się żyje oraz świadomość bycia kowalem swojego losu. Oczywiście nie chodzi o to, aby zbudować nad Wisłą drugi Singapur, można jednak skorzystać z jego przykładu i wiary we własne możliwości poparte ciężką pracą. Mędrzec ze Wschodu pisał, że sposobem na unikniecie długich okresów anarchii i chaosu jest stworzenie samoutrwalającej się struktury władzy. Władzy, która będzie odpowiedzialna za wspólnotę, a nie tylko dbająca o własny interes. Wydaje się, że to najbardziej różni Warszawę od Singapuru.

Maria Kądzielska
maria.kadzielska@warszawski.wieczor.pl

 

Dodaj komentarz