Nie tylko Uber

Nie wiem czy Państwo zauważyli, ale od jakiegoś czasu utrwala się na terenie Warszawy pejzaż z ludźmi o wyglądzie blisko, jak i daleko wschodnim. Nie w roli turystów, tylkow roli kierowcówUbera, dowozicieli jedzenia i przy innych czynnościach cechujących ich, jako uczestników polskiego rynku pracy.

O ile zwiększenie liczby obcokrajowców, jako takich nie jest niepokojącym zjawiskiem, to intensywny wzrost liczby osóbnoszących turbany oraz kobietz ukrytymi włosami lub/i twarzami jest sygnałem rosnącego problemu, jakim jest wzrost liczby osób zniewolonych lub mających poważne problemy z systemem wartości wpływającym na bezpieczeństwo.

Co się więc stało z krajem, który w 2015 roku pod nowym rządem Prawa i Sprawiedliwości objął racjonalną i korzystną dla Polski pozycje ws. imigracji? Jak dzisiejsza sytuacja w polskich metropoliach wypada na tle deklaracji rządu sprzed trzech lat?

Na szczycie kryzysu imigracyjnego w roku 2015 obecny rząd wybrał przeciwstawienie się dyrektywie Unii Europejskiej w sprawach migracyjnych, zgodnie ze zgłoszonym stanowiskiem i zaufaniem zdobytym podczas kampanii wyborczej. Pomoc prawdziwie prześladowanym i ochrona przed osobami stanowiącymi zagrożenie, były jednym z głównych czynników, dla których PiS zdobyło zaufanie społeczne i wygrało wybory. Co jak co, ale ludzie mogli przymykać oczy na różne przekręty opozycji, ale na kwestie związane z łamaniem praw człowieka i zagrożeniem jakie niesie za sobą islam już nie. Osamotnieni wraz z Węgrami sprzeciwiliśmy się przemocowej imigracji islamskiej. Staliśmy się głównym oponentem niemieckiej wizji otwartych granic zawartej w sloganie Angeli Merkel „Wir schaffendas” (tł. damy radę). W następstwie byliśmy świadkami antypolskiej nagonki w zagranicznych, głównie niemieckojęzycznych mediach.

Dane z portalu migracje.gov.pl wskazują ze w 2018 roku przybyło do Polski 28.279 osób z krajów islamskich. Dla porównania w 2014 roku przybyło ich 10.361. Widzimy więc, że osadnictwo ludności z tych krajów ma tendencje wzrostową. Są to dane wielce niepokojące i potwierdzające przemiany, które dzieją się na naszych oczach.

Co się więc stało w ostatnich trzech latach, że dzisiejszy spacer po Warszawie czy zamówienie jedzenia nagle łączy się z spotkaniem osób, które jawnie propagują idee nakazujące łamać nasz kodeks karny? Bo jak inaczej nazwać propagowanie i rozpowszechnianie bezpośrednich nakazów islamu? Te niedające się inaczej interpretować nakazy pchają Islamistów do mordowania niewiernych, torturowania, zastraszania, bicia żon oraz zachęcają do naśladownictwa człowieka, który uprawiał seks udowy z sześciolatką, bo taki jest biogram Mahometa.

Nasuwa się przypuszczenie bardzo mroczne. Czyżby władza nam wmawiała jedno, a jednocześnie postępowała dokładnie odwrotnie? I to w dodatku w tak bardzo delikatnej społecznie kwestii, jaką jest imigracja islamska do państw chrześcijańskich? Przecież już wyszliśmy z etapu rozpoznawczego, w którym na podstawie wiedzy teoretycznej jedni mówili, że nie będzie żadnych problemów z imigracją muzułmańska, ba, że ona jest wzbogaceniem kulturowym, a drudzy wskazywali zagrożenia napływające razem z tą ideologią. Każdy z nas przecież jest świadkiem eksplozji przestępstw w Niemczech, w Szwecji, we Francji i w Anglii. Coraz więcej europejskich krajów zrozumiało słuszność „polsko-węgierskiej” pozycji i dzisiaj podążają tą samą droga (Czechy, Austria, Włochy).

Jedną z przyczyn opisanego zjawiska jest przybywanie imigrantów pobierających opiekę socjalną z Niemiec, ponieważ koszty życia w Polsce są o wiele tańsze i tu jedyne, co możemy zrobić, to ograniczyć strefę Schengen jedynie do obywateli UE.

Drugą przyczyną obserwowanej przemiany społecznej jest wydawanie różnego typu zezwoleń na pobyt na terenie RP przez urzędy. Kto rządzi w sejmie i w kancelarii prezydenta, wiadomo; a z urzędami to już wygląda zupełnie inaczej. Zadać należy sobie pytanie, jaki wpływ mają prezydenci miast na kadry tam zatrudniane? Czy rząd nie zamknął się w swojej klitce i z uwagi na to, że nie ufa nikomu pozwala opozycji w swoich strukturach dalej działać? Czy ta sytuacja wynika z pozarządowych akcji? Jeżeliby tak miało być, że PiS w kwestii imigracji umacnia społeczeństwo na nieprzychylne, wręcz wrogie imigrantom nastroje, a jednocześnie wpuszcza ich do Polski to szkodzi sobie tym podwójnie. Z jednej strony dostanie za to „podziękowanie” przy urnach wyborczych, a z drugiej strony będzie odpowiedzialne za ewentualne akty przemocy Polaków wobec imigrantów, jak to miało miejsce z syryjskim uchodźcą, Georgem, wierzącym chrześcijaninem, który został brutalnie pobity w Poznaniu. Pragnę tutaj również zwrócić uwagę na fakt, że George w przeciwieństwie do muzułmanów w UDSC, nie może otrzymać karty stałego pobytu. Podobnie było z Adolet i Delafruz, dwiema konwertytkami z islamu na chrześcijaństwo, które po ucieczce z Tadżykistanu pod groźbą morderstwa ze strony brata miały zostać wydalone z Polski, co oznaczało dla nich pewną śmierć.

Zadaje sobie pytanie, co tu się dzieje? Czy może toczy się cicha wojna między ludźmi z opozycji dalej pracującymi w administracji publicznej? Czyżby Pani Gronkiewicz-Waltz też grała w tej sprawie jakąś rolę? Z całą pewnością jest to dla Polski aktualnie najważniejszym zagrożeniem społecznym i potrzebne są rzetelne informacje oraz wskazanie osób, które są za to odpowiedzialne. Ja, jako rodowita Warszawianka, chciałabym znać dokładne odpowiedzi na te pytania.

Miriam Shaded
miriam.shaded@warszawskiwieczor.pl

 

Dodaj komentarz