Patryk Jaki: Kibicuję Legii, ale znam i szanuję historię Polonii

fot. Patryk Jaki z uczestnikami pikniku piłkarskiego
fot. Patryk Jaki z uczestnikami pikniku piłkarskiego

Rozmowa z Patrykiem Jakim, wiceministrem sprawiedliwości i kandydatem Zjednoczonej Prawicy w wyścigu o fotel prezydenta Warszawy, podczas jesiennych wyborów samorządowych.

Trwa już kampania wyborcza. Jest ostro? Zwolennicy opozycji organizują się na spotkaniach z Panem w stolicy czy temperatura dopiero zaczyna wzrastać? 

Nie ma kampanii wyborczej, jest rozmowa z warszawiakami. Bardzo twórcza, nawet gdy na spotkaniach pojawiają się nasi oponenci. Uważam, że spotkania otwarte to kwintesencja demokracji i tym różnimy się od konkurentów, że zapraszamy do dyskusji także przeciwników. Jestem zadowolony, bo program który przedstawiam podoba się mieszkańcom dzielnic, które odwiedziłem. Nawet jeden z działaczy KOD przyznał, że prezentuję dobre pomysły. Zwycięża koncepcja budowania mostów, walki ze smogiem, taniego biletu rodzinnego na komunikację, rozbudowy infrastruktury. Mój oponent chce dyskutować o ideologii, gdy ja mówię o rozwiązywaniu konkretnych problemów. Są już pierwsze efekty zderzenia tych wizji – na moich spotkaniach są prawdziwe tłumy. Zachęcam wszystkich mieszkańców stolicy do włączenia się w dyskusję o rozwoju Warszawy i straconych szansach z poprzednich lat. 

Nie ma kandydata w wyborach bez wpadek. Panu zaliczono do takich deklarację niekibicowania Polonii Warszawa, a jedynie Legii. Zapytam wprost, poza sympatiami kibicowskimi, bo jestem Polonistą, będzie Pan wspierał rozwój wszystkich warszawskich klubów, a przede wszystkim rozwój ich infrastruktury? 

Zaliczenie tego do kategorii „wpadki” jest zdecydowanie na wyrost – zadeklarowałem jedynie, że – tak jak wielu warszawiaków – kibicuję klubowi z Łazienkowskiej. Nie oznacza to jednak, że nie znam i nie szanuję historii oraz osiągnięć Polonii. Odnosząc się jednak do zasadniczej części Pańskiego pytania, stanowczo chcę podkreślić, że jako prezydent Warszawy będę sprawiedliwie wspierał warszawski sport, nie kierując się jakimikolwiek sympatiami czy antypatiami. Tym właśnie różni się poważne podejście do rządzenia stolicą, od tego, co obserwowaliśmy przez ostatnie lata w wykonaniu Platformy Obywatelskiej. Politykę traktuję jako służbę ogółowi, a nie tylko wąskiej grupie osób i własnym interesom. Doskonale widać to zresztą po moich czynach – kilka dni temu prowadziłem Okrągły Stół Warszawskiego Sportu, na którym zjawili się przedstawiciele ponad 40 klubów i stowarzyszeń sportowych. Rozmawialiśmy na temat wspierania sportu w mieście i o wieloletnich zaniedbaniach w tym zakresie. W poniedziałek odwiedziłem zrujnowany stadion Skry – który jest symbolem polityki „wspierania” sportu przez Platformę Obywatelską. 

Uważam, że rozwój sportu to wielka szansa dla miasta, dla zdrowia jego mieszkańców, to przekazywanie dobrych wzorów młodzieży, często też nauka lokalnego, warszawskiego patriotyzmu. Nie zamierzam ograniczać wsparcia do jednego klubu czy jednej dyscypliny. 

Gdyby miał Pan wymienić urzędniczy największy grzech, ale też cnotę Hanny Gronkiewicz-Waltz, oczywiście dla Warszawy, co by to było? 

Z całą pewnością Hannie Gronkiewicz-Waltz nie można odmówić jednego – mało kto jest tak wierny własnym kolegom, własnemu środowisku politycznemu, warszawskiej Platformy, jak właśnie pani prezydent. Wszelka jej aktywność na Twitterze, ale również na oficjalnej stronie miasta, pokazuje, że będzie wiernie wspierać Rafała Trzaskowskiego. Człowieka, któremu zawdzięcza wiele lat rządów w stolicy. Jest to jednak jednocześnie jej grzechem. Hanna Gronkiewicz Waltz nie reagowała, gdy przez lata informowano ją o aferze reprywatyzacyjnej. Osoby z jej otoczenia, które po ujawnieniu afery nazwała grupą przestępczą, przez wiele lat czuły się bezpiecznie pod jej nadzorem. Do dziś jeden z aresztowanych urzędników pisze do niej pochwalne listy, pełne wyrazów wsparcia. Afera reprywatyzacyjna kosztowała podatników miliardy złotych i wielkie straty wizerunkowe. Warszawa nie będzie bowiem nigdy postrzegana w Europie jako miasto nowoczesne, jeśli nie będzie uczciwa. 

Patryk Jaki/Fot. Warszawski Wieczór
Patryk Jaki/Fot. Warszawski Wieczór

Jestem tatą niepełnosprawnej córeczki, Marysi Fatimy. Panu z powodu syna temat niepełnosprawności także jest bliski. Czy Warszawa jest przyjazna dla niepełnosprawnych, a w tym dla niepełnosprawnych dzieci? 

Odpowiedź, oczywiście, może być tylko jedna – nasze miasto jest wciąż, pomimo wielu wysiłków, nieprzyjazne osobom niepełnosprawnym. Mnie jako polityka i warszawiaka, ale także osobę, znającą temat niepełnosprawności z bliska, bardzo to dotyka. Właśnie dlatego mogę zapewnić, że dołożymy wszelkich starań ażeby Warszawa była nowoczesnym miastem XXI wieku, również w zakresie wyrównywania szans i poprawiania jakości życia osób niepełnosprawnych. Z pewnością będziemy tu inspirować się rozwiązaniami z miast zachodnich, w szczególności takich jak Luxembourg, Lyon, czy Viborg, które uznawane są za najlepiej radzące sobie w ułatwianiu dostępu niepełnosprawnym do przestrzeni miejskiej, ale także rozwiązaniami amerykańskimi, japońskimi, wszelkimi, które można zastosować w Warszawie w praktyce. Ogromny ukłon należy uczynić również w stronę organizacji pozarządowych, które działają w naszym mieście i pomagają niepełnosprawnym, często wyręczając samorząd. Z kilkoma już się spotkałem, to były bardzo szczere i budujące rozmowy. Doceniam aktywność społeczników i z całą pewnością tego typu NGOsy będą mogły liczyć z mojej strony na systemowe wsparcie. 

Na koniec temat, który musi się pojawić. Reprywatyzacja. Można już dzisiaj podliczyć efekty rozprawiania się państwa polskiego z warszawską reprywatyzacją? 

Najlepszym podsumowaniem działań Komisji Weryfikacyjnej są słowa podziękowań lokatorów, którym ona pomogła. Ludzie, którzy od lat domagali się sprawiedliwości, którzy byli ignorowani i poniewierani dziś są wysłuchiwani, a państwo stara się zrekompensować krzywdy, których doświadczyli. Zmienił się wektor, osoby nazywane w środowisku lokatorskim mafią reprywatyzacyjną, siedzą w aresztach. Nieruchomości są zwracane do miasta, mieszkańcy mogą ubiegać się o odszkodowania. Niedawni panowie życia i śmierci dziesiątek tysięcy warszawiaków dziś są w odwrocie. Ich pieniądze, znajomości niewiele znaczą, bo państwo stanęło po stronie słabszych. Liczę na to, że na jesieni także Warszawa zmieni nastawienie, i że to ja będę stał na czele tych zmian. 

Rozmawiał Robert Wyrostkiewicz,
redaktor naczelny „Warszawskiego Wieczoru” 

 

Dodaj komentarz