Pokolenie Tamagotchi jest światem Cyfronów

fot. Pixabay
fot. Pixabay

Tamagotchi to elektroniczna zabawka, która powstała w połowie lat 90. Kolorowe jajko z wbudowanym prostym komputerem i ciekłokrystalicznym wyświetlaczem oraz trzema przyciskami. Cel zabawy: opieka nad wirtualnym zwierzątkiem, które widzimy na ekranie.

W instrukcji obsługi informacja: „Potrzebuje Twojej miłości aby istnieć i dojrzewać. Jeśli otoczysz je odpowiednią opieką, z dnia na dzień będzie coraz większe, zdrowsze i piękniejsze!” Miała uczyć obowiązkowości, systematyczności w działaniu i przede wszystkim odpowiedzialności za jakieś wirtualne istnienie. Zapewne część tych funkcji spełniła, ale… Dziś jest jednak również czymś innym…przerażającym obrazem otaczającej nas rzeczywistości, świata Cyfronów, którym jesteśmy.

Tak, my jesteśmy Cyfronami! Nie tylko młodzież i dzieci! My, wszyscy współcześni! I o ile latorośl można choć w niewielkim stopniu tłumaczyć na przykład dorastaniem w świecie zarażonym globalnie rozprzestrzeniającym się fonoholizmem czy też skutkiem choroby cywilizacyjnej jaką jest wszechwładna komputeryzacja, o tyle nas współcześnie dorosłych już nie. Nas rodzice wychowali na Misiu Uszatku, zaprzyjaźnili z kotem Filemonem, Bolkiem, Lolkiem i Tosią. I co z tego? A to, że jeszcze część z nas pamięta, iż czułości, bliskości, potrzeby miłości nie da się załatwić jednym uderzeniem w klawisz, wysłaniem emotki, symbolu czy choćby najbardziej bajeranckiej fotki.

Niestety tylko część z nas. A cała reszta? Reszta zamiast spotkać się ze znajomymi w teatrze, kinie czy operze założy kolejną już grupę, na kolejnym portalu społecznościowym, wypisze dwa lakoniczne zdania i z rozmachem wciśnie enter na ikonce wyślij do wielu. Bo tak szybciej; bo tak łatwiej, bez zbędnych ceregieli, bo przecież mam tylu znajomych, że nie sposób się spotkać z każdym, bo przecież wśród tych setek nie znam właściwe żadnego.

Mokotów wolny od telefonów

Tu wakacyjne atrakcje dostępne są dla wszystkich pod warunkiem rezygnacji na czas zajęć z telefonów i innych gadżetów elektronicznych.

Może nie na całej dzielnicy, oczywiście, ale… Wychodząc naprzeciw wszechobecnym uzależnieniom, tu ze zwróceniem szczególnej uwagi na fonoholizm, władze Mokotowa zapowiadają moc atrakcji jednak absolutnie bez telefonów. Zorganizowany letni wypoczynek, z którego korzysta co roku ok. 500 dzieci, w tym sezonie prowadzić będą mogły tylko takie podmioty, które zobowiążą się ograniczyć korzystanie z telefonów komórkowych przez dzieci.

Taki zapis będzie się każdorazowo pojawiał w ofercie na organizację obozów finansowanych przez urząd, mówi Monika Chrobak-Budzińska, rzecznik dzielnicy Mokotów.

„Warszawski Wieczór” kibicuje fajnym formom przeciwdziałania fonoholizmowi, infoholizmowi i innym współczesnym uzależnieniom.

Daria Kurzawa
daria.kurzawa@warszawskiwieczor.pl

Dodaj komentarz