Setki uwag do rozporządzenia o wirtualnych kasach fiskalnych i głuchy resort Finansów

Warszawiacy płacą wysokie podatki, dlatego niebawem zapłacą jeszcze większe. A to z powodu prognozowanego rozszczelnienia systemu podatkowego, zwiększenia szarej strefy i zmniejszenia wpływów do budżetu, które państwo zazwyczaj łata jawnymi i ukrytymi podatkami. Sytuacja ta zresztą dotyczyć będzie wszystkich Polaków, poza oszustami podatkowymi.

Dotychczas kasy fiskalne (tradycyjne i podłączone do sieci) certyfikowane były przez Główny Urząd Miar, były szczelne i zabezpieczone. W 2020 r. za sprawą rozporządzenia Ministerstwa Finansów w życie wejść mają wirtualne kasy fiskalne (nie mylić z kasami on-line, które w dalszym ciągu oparte są na hardwarze, a nie softwarze), czyli kasy oparte na oprogramowaniu (aplikacji). Wówczas za sprawa „apki” telefon czy laptop zamieni się w pełnoprawną (i łatwą do obejścia i zhakowania) kasę fiskalną.

„Ten projekt nadal uznajemy za groźny, przede wszystkim dla szczelności systemu podatkowego państwa. Stacjonarne kasy fiskalne, zarówno w wersji offline jak i online, okazały się szczelne, czego dowiodły długoletnie doświadczenia. Kasa fiskalna jest rozwiązaniem hardware’owym, podlegającym pełnej kontroli, nie ma możliwości ingerencji w ten sprzęt. Natomiast rozwiązania software’owe, czyli aplikacyjne, będą instalowane na różnych urządzeniach i różnych systemach operacyjnych. Te systemy mają luki, do tego oprogramowania może się ktoś wedrzeć. Stacjonarne kasy zapisują wszystkie operacje w module fiskalnym, można je bez problemu odtworzyć po utracie zasilania czy dostępu do sieci. Jak będzie z aplikacjami – nie wiadomo. Minister finansów moim zdaniem wystawia się na ryzyko”

– powiedział w rozmowie z „Rzeczpospolitą” Stefan Kamiński, prezes Krajowej Izby Gospodarczej Elektroniki i Telekomunikacji, oceniając wersję rozporządzenia ministerialnego po lekkim liftingu.

„W krajach, w których stosuje się aplikacje fiskalne, w internecie wręcz krążą instrukcje, jak wdrożyć nadużycia. Bardzo łatwo na przykład drukować fałszywe paragony czy je kopiować, a do systemu wprowadzać tylko pojedynczą transakcję. Można tworzyć wirtualne kopie całego urządzenia, które również wydają paragony, drobna różnica polega na tym, że jeżeli wypnie się je z internetu, to transakcje nie są zgłaszane do centralnego systemu. Idąc dalej – można sobie wyobrazić niewielką, ale masową imprezę. Bilety będą sprzedawane przy użyciu kilku kas, z których tylko jedna będzie tą prawdziwą. Z pozostałych obrót zostanie wykasowany. Mamy tu do czynienia z typowymi problemami, które stwarza oprogramowanie stosowane nie na urządzeniach dedykowanych, tylko na dowolnych urządzeniach”

– dodał Kamiński.

Podobnego zdania jest dr Marian Szołucha z Akademii Finansów i Biznesu Vistula, członek Polskiego Towarzystwa Ekonomicznego i New York Academy of Sciences.

„Wdrożenie podobnego rozwiązania w kilku krajach naszego regionu już odbija się im czkawką. Chorwackie media piszą w tym kontekście: „Dziura w systemie fiskalizacji” czy „Nieprawdopodobna kreatywność w fałszowaniu”, a w internecie zaczęły krążyć całe poradniki z instrukcjami, jak dokonywać nadużyć, korzystając z nowej luki w systemie (kopiowanie paragonów, kasowanie ich, drukowanie fałszywych itp.)”

– stwierdził ekonomista w artykule opublikowanym na łamach „Naszego Dziennika”.

„U źródeł problemu leży albo lobbing jakiejś grupy interesów, albo niezrozumienie przez urzędników istoty kasy rejestrującej, którą stanowi fizycznie istniejący, specjalnie zabezpieczony, certyfikowany sprzęt. Aplikacja zainstalowana na przypadkowym urządzeniu takich kryteriów nie jest w stanie spełnić. Software to nie hardware”

– skwitował dr Szołucha.

Rozporządzenie Ministerstwa Finansów o wirtualnych kasach fiskalnych zapowiadane jest na początek 2020 r., pomimo, że zgłoszono do niego dziesiątki uwag. Projekt rozporządzenia został także skrytykowany w niemal każdym punkcie przez Główny Urząd Miar, który od lat zajmuje się certyfikowaniem kas fiskalnych.

 

Wojciech Kaczanek

Dodaj komentarz