Vito Casetti: W mojej krwi równo miesza się wódka i wino chianti

Vito Casetti/fot. Warszawski Wieczór
Vito Casetti/fot. Vito Casetti

Vito Casetti, przesymaptyczny Włoch, który podbił serca Polaków w talk show „Europa da się lubić”. W wywiadzie dla „Warszawskiego Wieczoru” opowiada o tym, co obecnie dzieje się w jego życiu i jak potoczyła się jego kariera. Wspomina zabawne sytuacje z czasów, gdy mieszkał w słonecznej Italii, odsłania odrobinę prywatności, prezentuje ciekawe spostrzeżenia, subiektywne odczucia Polaka mieszkającego we Włoszech i Włocha mieszkającego w Polsce. Na koniec, odsłania tajniki branży beauty, której jedną z nowinek, służącą porostowi włosów od niedawna testuje na sobie.

Witoldzie, idą wakacje, aura właściwie jest już letnia, dlatego chciałbym porozmawiać z Tobą o rzeczach przyjemnych. Zacznijmy od tego, Witold czy Vito? Ile jest w Tobie z Polaka, a ile z Włocha?

Odpowiedź jest prosta: dokładnie 50 na 50. Moja mama jest Polką a tato Włochem. Pytasz, Witold czy Vito? Z tym jest dość zabawnie, a nawet przewrotnie. Gdy mieszkałem we Włoszech, to zdecydowanie Witold, teraz tu w Polsce – Vito. To jest przydatne być zauważanym(śmiech). We Włoszech dzięki temu, że mam takie imię byłem bardziej postrzegany jako Polak niż mój brat Enzo, a przecież krew mamy tą samą. Wtedy przyjemnie było czuć się Polakiem. To były czasy Jana Pawła II, „Solidarności”, Bońka. Witold tam zwracało uwagę tak jak tu Vito. Zaprogramowany jestem po włosku, tam się urodziłem, mieszkałem 30 lat. Dzieciństwo jest kluczowe w kształtowaniu kultury. Ukształtowano więc mnie po włosku: włoska energia, uśmiech, temperament. Polacy są stateczni, spokojni, chociaż ostatnio to się zmieniło. Mam jednak podwójną naturę. Jestem zodiakalnym bliźniakiem. Gdybyś zbadał jednak moją krew, to jest w niej tyle samo wódki, co wina chianti (śmiech).

Mówisz, że Polacy się zmienili. Gdzie widzisz tę przemianę? Zauważyłeś, kiedy ona nastąpiła?

Kiedy przyjechałem do Polski zaobserwowałem dużą różnicę w zachowaniu ludzi. O, na przykład w restauracjach. W polskich restauracjach było wtedy cicho jak w kościele, a we Włoszech gwar jak na ulicy. Gdy wychodziłem ze znajomymi do restauracji wszyscy na mnie patrzyli. Byłem głośny, dużo się ruszałem, gestykulowałem. Teraz jest już inaczej. Dla mnie normalniej. Tak naprawdę, Polacy to trochę południowcy. Polacy lubią Włochów. Myśląc o tym uświadomiłem sobie, że byłem świadkiem tej przemiany. To było po otwarciu granic, nie tak od razu, ale jednak to miało wpływ na ludzi. Wszyscy zaczęli wtedy wyjeżdżać, nie tylko do pracy. Pisząc jedną ze swoich książek, subiektywny przewodnik „Moje Dolomity”, analizowałem dane statystyczne. Zaskoczyła mnie wtedy ogromna zmiana. W przeciągu 15 lat Polacy pięciokrotnie częściej odwiedzili Dolomity. Wiesz, o tym mówiły liczby. W 2000 roku na narty pojechało tam 7 tys. Polaków, a 15 lat później było ich już 160 tys.!

Wyobraźmy sobie sytuację meczu Polska –Włochy. Komu kibicujesz?

To moja ulubiona sytuacja meczowa. Rzadko się zdarza, ale gdy rzeczywiście stają naprzeciwkosiebie te dwie reprezentacje to kibicuję obu. I zawsze wtedy wygrywają moi idole. Naprawdę, tak robię. Trzymam kciuki za jednych i drugich. Mam ten luksus, że mogę. Bez różnicy, która drużyna wygra, mnie to ucieszy. Zawsze w takiej rozgrywce wygrają moi faworyci, moi rodacy. Mam podwójne obywatelstwo.

Czyli oglądasz mecze, rozgrywki sportowe. Co jeszcze oglądasz w telewizji?

Są teraz kanały tematyczne, internetowe, online; jest Youtoube itd. Wybieram co chcę oglądać, a nie to, co w danej chwili nadają.

Vito, zauważyłem, ze trochę Cię mniej w telewizji. Jak na Ciebie, mało tam Ciebie, a przecież był taki czas, że było całkiem sporo. Dlaczego? To świadoma decyzja, taki wybór czy jakiś dołek?

Był taki czas, że telewizja była dla mnie najpierw przygodą, później sposobem na życie. Wszystko zaczęło się od „Europa da się lubić”. Na casting namówiła mnie koleżanka z pracy. Poszedłem i wygrałem go. Szybko zrobiłem się medialny. Miałem swoje programy. Był wtedy „Hedonista”, „Dookoła Sportu”, „Dzień dobry TVN”, „Garito”, „Wyprawa Robinson”. Pracowałem wtedy naprawdę dużo. I wtedy też poza duszą artysty powróciłem do rozbudzania w sobie mojej natury przedsiębiorcy. Chcąc zarabiać w TV musisz być medialny. Gdy chcesz być medialny, musisz wciąż coś pokazywać, udzielać się, bywać dosłownie wszędzie. To zabiera bardzo dużo czasu. Jak policzyłem ile czasu mi to zajmuje i jakie są tego wymierne, finansowe wyniki doszedłem do wniosku, że chyba nie warto. Wróciłem do tego, w czym jestem dobry, do marketingu. W tej branży poświęcając podobną ilość czasu i energii korzyści są kilkakrotnie większe. Daję z siebie tyle samo, a dostaję więcej.

Czyli co teraz robisz, czym zajmujesz się konkretnie? Opowiedz więcej o tym.

Wróciłem do tego co robiłem wcześniej. Robiłem wtedy i robię teraz to naprawdę dobrze. To jest budowanie sieci sprzedaży, marketing. I tu też jest pewna śmieszna sytuacja. Kiedyś jeszcze we Włoszech, pracowałem dla pewnej firmy niemieckiej, podbijałem dla nich rynek polski. Teraz mieszkam w Polsce i też dla jednej z niemieckich firm podbijam rynek, wprowadzam ich produkty ale na rynek włoski (śmiech). Po zakończonej przygodzie z telewizją wraz z żoną wróciłem do branży finansowej. Dopiero trzy lata temu zmieniliśmy branżę z finansowej na beauty i to był dobry pomysł. Sprzedaję nowe technologie, głównie niemieckich firm z dziedzin urody, fitnessu.

Czyli z dziedziny raczej kobiecej, choć teraz już nie tylko dla kobiet zarezerwowanej.

Trochę tak jest, ale masz rację, to technologie nie tylko dla kobiet. Kobiety są piękne, chcą być piękne i to one głównie z nich korzystają. Polki są piękne. Włoszki zawsze się trochę na mnie o to co teraz powiem gniewają. Uważam, że statystycznie jest zdecydowanie najwięcej ładnych Polek. Są piękne Włoszki, MonicaBellucci, SophiaLoren, ale jak popatrzysz generalnie to jest dużo więcej pięknych Polek niż Włoszek. Moja mama jest Polką i jest piękną kobietą, moja żona również i moje obie córki, mimo że w połowie Włoszki to widać od razu, że mają w sobiesłowiańskie piękno. Wracając jednak do tematu i tych technologii beauty. Z jednej z nich postanowiłem skorzystać. Potraktowałem to jak wyzwanie. To nowe metody pozwalające odzyskać włosy tym, którzy ich nie mają (śmiech). Ja swoich nie mam od 20 lat. Lubię siebie bez włosów, to jestmójlook. Jednak teraz, gdy sprzedaję taki produkt, myślę, że powinienem je mieć. Znajomi zakładają się nawet o to. To jednak prawda, za rok jak się spotkamy Vito będzie miał włosy. Już teraz trochę są, ale na przełomie wiosny i lata 2019 roku będę miał ich dużo, tak normalnie. Skoro więc lubię siebie teraz łysego, więc w przyszłości będę nosił włosy krótkie.

Dziękuję Ci za rozmowę, Vito. Mówiłeś mi kiedyś, że Vito Polakom kojarzy się z Vito Corleone. Dzisiaj chyba kojarzy się równie mocno z Vito Casetti. Spotykamy się w przyszłym roku, a ja mówię „sprawdzam” dla Twoich włosów.

Roberto, jesteśmy umówieni. Vito będzie wówczas blondynem.

 

Rozmawiał Robert Wyrostkiewicz,
redaktor naczelny „Warszawskiego Wieczoru”

 

Dodaj komentarz