Warszawa nie pomieści całej Polski

Położona godzinę pociągiem od Warszawy Łódź umiera, puste ulice, gigantyczny, niemal opuszczony dworzec i rozpadające się przedwojenne kamienice, przywodzą na myśl postapokaliptyczny film. Gdzie są wszyscy ludzie? Gdzie restauracje i kawiarnie z letnimi ogródkami, w jakich przesiadywaliby Łodzianie? Gdzie stragany z owocami i kwiatami? Nawet na słynnej Piotrkowskiej odremontowane są wyłącznie fasady budynków, a ich tyły się rozpadają. Nikt ich nie potrzebuje. Nie ma kto się nimi zająć. Dlaczego? Ach, co bardziej przedsiębiorczy mieszkańcy Łodzi już dawno wyjechali. Dokąd? Oczywiście do Warszawy.

W stolicy mają siedziby wszystkie najważniejsze ministerstwa, urzędy państwowe, media, banki oraz zachodnie koncerny farmaceutyczne. Aż 44 ze 100 największych polskich przedsiębiorstw mieści się w Warszawie. Pozostaje ona również największym ośrodkiem uniwersyteckim. Oficjalnie stolica posiada 1 764 615 mieszkańców, wiadomo jednak, że to zaniżona liczba, pomijająca osoby tu niezameldowane, pracujące od poniedziałku do piątku oraz tabuny turystów. Prawdziwych Warszawiaków z krwi i kości, jest tyle, ile rysi w Puszczy Białowieskiej. Często czują się podobnie zagrożeni, w końcu na ich miejsce pracy czyha dziesięciu dobrze wykształconych i mniej wymagających przyjezdnych. Któryś z czytelników zaraz zarzuci mi ksenofobię i rąbnie numerem „Warszawskiego Wieczoru” o bruk Krakowskiego Przedmieścia. Nie jest jednak moją intencją kogokolwiek obrazić. Kwintesencja sprawy polega na tym, aby do stolicy przyjeżdżali ludzie, którzy tego chcą, a nie Ci, którzy muszą oraz aby przyjezdni mieli alternatywy.

Centralizacja władzy jest jednym z najgorszych rozwiązań administracyjnych. Wiąże się z pozbawieniem samodzielności organów niższego szczebla oraz funkcji samorządu lokalnego i terytorialnego na rzecz uzależnienia ich od organów centralnych. Za zjednoczeniem władzy w jednym ośrodku idą jednak jeszcze potężniejsze plagi: centralizacja finansowa, proceduralna, kulturalna i społeczna. Jak twierdził Benjamin Disraeli, XIX-wieczny brytyjski premier, „centralizacja to śmiertelny cios dla wolności publicznej”. W takim razie Polska popełnia właśnie zbiorowe harakiri i to z uśmiechem na ustach oraz kartą Warszawiaka w kieszeni.

Tradycyjnie centralizacji przeciwstawia się „zasadę pomocniczości”, zgodnie z którą każdy szczebel władzy powinien realizować tylko te zadania, które nie mogą być skutecznie wypełnione przez szczebel niższy lub same jednostki. Maksyma mówi:

TYLE WŁADZY, NA ILE TO KONIECZNE, TYLE WOLNOŚCI, NA ILE TO MOŻLIWE ORAZ TYLE PAŃSTWA, NA ILE TO KONIECZNE, TYLE SPOŁECZEŃSTWA, NA ILE TO MOŻLIWE.

Taki model wywodzi się z katolickiej myśli społecznej, a jego współczesną definicję nakreślił papież Pius XI w encyklice „Diviniilliusmagistri”. Pomocniczość oznacza konieczność podejmowania decyzji zawsze na najniższym możliwym poziomie przez grupy, do których odnosi się dana sprawa. W praktyce chodzi o lokalne społeczności, wspólnoty, sejmiki etc. Tym sposobem zasada pomocniczości w naturalny sposób narzuca ograniczenia władzy centralnej i oddziela ją od większości swoich problemów.

Samostanowienie zaś wiąże się z tworzeniem lokalnych struktur, przedsiębiorstw, klubów, a nieuchronnie z rozwojem przedsiębiorczości. Tam gdzie znajdują się struktury władzy, tam pojawiają się również miejsca pracy, wraz z nimi rozwijają się usługi. Przykładowo czy naprawdę pozostaje konieczne, aby Ministerstwo Gospodarki Morskiej i Żeglugi Śródlądowej miało swoją główną siedzibę w Warszawie zamiast choćby… no nie wiem w Trójmieście? Jak o tym trzeźwo pomyśleć, to nawet Sejm, spokojnie mógłby mieścić się w Łodzi, posłowie z uwagi na brak alternatyw, mieliby zacznie więcej czasu na pracę. Może dostrzegliby wtedy, że bez decentralizacji i rozwoju miast regionalnych, Polska będzie obumierać i to z coraz szybciej bijącym warszawskim sercem w stanie przedzawałowym.

 

Maria Kądzielska dziennikarka, pracuje w tygodniku „Wprost”. Ukończyła filozofię oraz filologię polską na Uniwersytecie Warszawskim. Studiowała także na Freie Universität w Berlinie. Debiutowała w studenckim magazynie „Magiel”, gdzie prowadziła dział teatru. Publikowała w „Enigmie”, nowojorskim „Nowym Dzienniku” oraz „The Varsovian”. Zajmuje ją polityka zagraniczna i relacje międzynarodowe (w szczególności ze USA, UK, Niemcami i Izraelem). W ramach pracy naukowej zajmuje się filozofią polityki; w szczególności brytyjskim konserwatyzmem. W maju 2017 roku debiutowała powieścią „Model”.

Dodaj komentarz