WCK: „Nasz zespół to przyjaźń i zajawka”

WCK to świeży muzyczny projekt, nawiązuje do estetyki „Starej Szkoły” i tzw. 4 elementów tworzących kulturę hip-hop. W skład zespołu wchodzą znani rap-graczy stołecznej sceny: Kaietanovich i MADA czyli  Zetenwupe, Ryfa Ri, Emil G,  Kuba Knap, Gruby Józek, Tomek Miszkin, Bonny Larmes, Malik, DJ Lazy One i DJ Black Belt Greg. W wywiadzie warszawscy raperzy opowiadają mi jak powstało WCK, co ich łączy muzycznie, za co kochają Old-School, jak dogadywali się w studio będąc tak dużą grupą i jakie polskie kawałki hip-hopowe to ich ulubione klasyki.

Artur Wojtczak: Nie jesteście grupą z castingu lub programu typu talent show. Jak się poznaliście, czy wasze gusta muzyczne były od początku zbieżne?

Monika: Spotkaliśmy się na dyplomie naszej koleżanki Patrycji w szkole muzycznej na Bednarskiej. To był dyplom z wokalistyki jazzowej: ja tam śpiewałam chórki, a Mikołaj grał na basie. Potem nasze losy zaczęły się przeplatać. 2 lata temu Mikołaj zaczął produkować muzykę i stworzył swoje domowe studio. Zaproponował mi wtedy wspólne robienie muzyki. Zaczęliśmy się wymieniać inspiracjami a potem pisać muzykę. Pierwszym utworem, jaki powstał była piosenka „To Błąd”.

Mikołaj: Zresztą każda piosenka z płyty jest dla nas ważna, nie ma tu żadnych zapychaczy czy utworów przypadkowych.

Środowisko „Bednarskiej” sporo już namieszało na polskiej scenie. Jak wy, jako zawodowi muzycy, postrzegacie polski rynek muzyczny, gdzie część wykonawców nie potrafi śpiewać lub opiera swoją karierę bardziej na marketingu.

Mikołaj: My jesteśmy przeciwieństwami, które spotkały się w jednym miejscu. Monika ma za sobą 12 lat pobierania takiego wykształcenia, a ja przechodziłem przez różne formy edukacji. np. jazz, ale nie w szkole muzycznej.

Monika: Ja bronię dyplomu z wokalistyki jazzowej w Katowicach, ale Mikołaj szedł inną drogą. To pokazuje, jak różnymi środkami można kroczyć do muzycznej kariery. Odnośnie „talent show” czy ludzi, którzy zajmują się muzyką z przypadku, to ja jestem bardzo „trueschoolowa” i patrzę na to bardziej krytycznie. Zwłaszcza, że czasem zdarza się stereotypowe myślenie o wokalistkach w projektach, właśnie jak o produktach. Tymczasem ja współkomponowałam większość utworów na tej płycie.

Wasza muzyka szaleje w radio: jak tego dokonaliście, że wasze single tak często można usłyszeć w eterze?

Mikołaj: Na początku podjęliśmy decyzję, że chcemy pokazać naszego singla „Znikam na chwilę” dalej, sprawdzić, czy może zaistnieć w mediach, radiostacjach. Sporo czekaliśmy na ten moment i miał on być w pewien sposób decydujący o kolejnych krokach. Nasza późniejsza managerka, Justyna Milkiewicz, puściła wspomniany utwór Gabi Drzewieckiej z Chilizet i ta piosenka się spodobała. Już za 4 dni ten utwór miał zagościć na playliście radia, bo uznali, że jest bardzo dobry. Zresztą gdy otrzymaliśmy tę pozytywną wiadomość, czym prędzej popędziliśmy do studia, by nagrać jego ostateczną wersję. A potem poszło to lawinowo. Podobnie było z Radiem Dla Ciebie. Śpiewając cover Daabu w koncercie „Zderzenia” usłyszeliśmy bardzo miłe słowa od Pana Romana Rogowieckiego z RDC, który od razu chciał to zagrać na antenie. Po emisji programu dostaliśmy też sporo wiadomości od ludzi, którzy chcieli słuchać „W Moim Ogrodzie” z płyty, a nie tylko streamingu.

Fascynująca historia – przecież obecnie to często wykonawcy muszą płacić, by znaleźć się na rotacji w radio…

Monika: Mamy szczęście, wiemy to. Byliśmy pewni, że nasze single zaistnieją w internecie, natomiast zdarzyło się od razu znacznie więcej i to wspaniałe. A nasze piosenki zaczęło właśnie grać również Radio Eska i Radio Zet – ogromnie jesteśmy szczęśliwi!

Na płycie znajduje się piosenka „Nad Wisłą”, gdzie legalnie wykorzystujecie głos Kuby Sienkiewicza. Czemu nie wycięliście tu po prostu zwykłego krótkiego sampla? A Kuba pojawia się też w waszym teledysku…

Mikołaj: Baliśmy się więzienia! (śmiech).

Monika: Szczerze mówiąc, to nie wyobrażaliśmy sobie zrobić tego inaczej. Chcieliśmy oficjalnej zgody, inaczej byśmy tego nie wypuścili. Nie ukrywam, że gdy zadzwoniliśmy z takim zapytaniem, było pewne zaskoczenie, bowiem ta kultura samplingu jest już szeroko rozpowszechniona. My Kubę Sienkiewicza bardzo cenimy, a on sam pochwalił ten numer i zagrał w teledysku.

Skoro już wspominamy frazę „jestem z miasta”, to powiedzcie, jakie są wasze ulubione nieoczywiste miejsca w Warszawie.

Mikołaj: Wolne Miasto Kabaty! (śmiech) To miejsce, gdzie się wychowałem: mamy tu i metro, które tutaj śpi i piękny kabacki las. Widuję lisy, kuny i inne zwierzęta. Bardzo polecam na spacery.

Monika: Ja polecam wszelkie małe księgarnie. Uwielbiam takie małe unikatowe miejsca, bardzo wspieram ich działalność i sama dużo czytam. A z ulubionych klimatycznych dzielnic wymienię oczywiście Żoliborz i Saską Kępę.

Jacy artyści inspirują was na co dzień? Marzycie o współpracy z kimś szczególnym?

Mikołaj: Z racji naszej pracy jako muzycy sesyjni, muszę powiedzieć, ze z wieloma wybitnymi muzykami już pracowaliśmy. Natomiast przychodzi mi do głowy pomysł kooperacji z kolegami ze środowiska jazzowego i przygotowanie specjalnych, improwizowanych wersji naszych piosenek właśnie na jazzowo.

Monika: Jak na razie chcemy robić swoje, bo wiele takich marzeń już się spełniło. Do dziś pamiętam śpiewanie z Anną Marią Jopek, którą absolutnie uwielbiam – pierwsze zarobione pieniądze wydałam na jej płytę i gdy się zawodowo spotkałyśmy i grałam w jej zespole, to ze wzruszenia płakałam.

Mikołaj: Gdybyśmy z kimś mieli zagrać, to musiałaby to być osoba zaskakująca, z innego muzycznego świata.

Artur Wojtczak: Jesteście grupą muzyczną, ale i przyjaciółmi. WCK powstało bardziej z przyjaźni czy wspólnej wizji muzyki?

Ryfa Ri: Przyjaźnio-wizji muzyki, czyli to, czego słuchamy sprawiło przyjaźń i podwórka ją sprawiły, myślę, że jednocześnie.

Kajetanovich: Ja myślę, że z wizji kultury bardziej niż muzyki, bo jesteśmy często rozjechani w inspiracjach muzycznych, tak mi się wydaje.

Gruby Józek: To jest wspólna zajawka po prostu, nurt zajawkowy. Tak zwany PiZ: przyjaźń i zajawka!

Mada, Kuba i Kajetan tworzyli już projekt Osiedlowe Linie Lotnicze. Jaka jest różnica pomiędzy tymi dwoma przedsięwzięciami?

Kaietanovich: Osiedlowe Linie Lotnicze to w ogóle nie jest do końca zespół muzyczny, tylko właśnie wizja, o której więcej będziemy mówić kiedy przyjdzie na to czas, a WCK to zgraja, ferajna. Wiesz, wszyscy naturalnie się zgraliśmy, czujemy się dobrze ze sobą.

Gruby Józek: WCK jest de facto starsze niż OLL.

Kaietanovich: I gdzieś tam pewnie na bazie WCK-owych okoliczności wizja OLL’u w ogóle się zrodziła.

Właśnie, jak to się stało, że projekt dojrzewał tyle lat?

Kuba Knap: Bo on nigdy nie był projektem!

MADA: WCK polegała początkowo na spontanicznych nagrywkach w studio gdzie się spotykaliśmy. W zamyśle była oczywiście płyta, ale to był luźny pomysł. Nikt nie tupał nogą, byśmy ją nagrywali na dany termin.

EMIL G: Pamiętajmy, że płyta to również cała otoczka, którą trzeba zorganizować wokół, cała logistyka. Mam na myśli i dystrybucję, i marketing, i koncerty. Jeśli ktoś zna naszą dyskografię jeszcze sprzed tego albumu, to widzi, że zawsze się przeplataliśmy na trackach. Z tych utworów można by chyba stworzyć cały mixtape! (śmiech) Ale my któregoś dnia wybraliśmy się wspólnie na działkę na wieś. I w ciągu tygodnia zgraliśmy utwory na chałupniczym sprzęcie Kuby. Na starym mikrofonie shure nagraliśmy wszystkie wokale, potem tylko dogrywali się DJ-e.

Jak wyglądało pisanie i nagrywanie: czy piosenki pochodzą z różnych okresów i jak dogadywaliście się w studio?

EMIL G: Wszystko nagrywane było na działce, nie można było się dogrywać dodatkowo. Samo nagrywanie na działce było wspaniałym procesem, istna sielanka: uprawianie sportu, dobre jedzenie, chodzenie do lasu, palenie ogniska. A kiedy nachodziła nas ochota, to włączaliśmy sprzęt i tworzyliśmy.

RYFA RI: Wyciskaliśmy też sztangę! (śmiech)

W muzyce oddajecie hołd stylistyce old-schoolowej, również wasze teledyski spójnie odzwierciedlają klimat lat 90. Ryfa – ty do tego wszystkiego dodajesz element tańca, Lazy One dodaje DJ-ing. Jaki element z tamtego okresu zaimplikowalibyście do współczesnej kultury hip-hopowej? Czego brakuje obecnie?

Ryfa Ri: Mnie brakuje chyba wszystkich elementów, jakie były obecne na scenie w latach 90. Chodzi o: „U.N.I.T.Y.”! Każdy na scenie zdaje się obecnie działać solo, mało jest takiej estetyki „cyphera”, gdzie wszyscy są razem, działają razem. Mówię tu i o rapowaniu i beatmakingu. Choć akurat DJ-e dość często robią sobie jam sessions…

Kuba Knap: Tak, brakuje takiej wymiany energii: i tej twórczej, i życiowej.

Gruby Józek: Mnie brakuje funku i jazzu, bo coraz więcej muzyki i podkładów związanych z hip-hopem stało się techno!

Ten Typ Mes we wkładce do swojej płyty napisał, że „nie korzystał z autotune’a i innych tego typu przykrych efektów.” A jak wy oceniacie dokonania młodych reperów, którzy idą właśnie w tym kierunku? Słuchacie takich składów?

Kaietanovich: Ja nie mogę tego słuchać, z tego względu, że atakuje to z każdej strony. Kiedyś nawet lubiłem, jak na przykład The Game na jednej z płyt gdzieś tam użył autotuna w kawałku bodajże „Trouble On My mind”, to było zajebiste, wiesz, jako taki smaczek, super! Ale z tego względu, że obecnie każdy singiel nastawiony na szeroki odbiór jest obowiązkowo „pojechanyautotunem” i wszystko, co nowe, musi brzmieć tak samo, to ja mam tego po prostu dosyć. Z drugiej strony, jak ktoś robi sobie muzykę dla zajawy i lubi się tym bawić – spoko.

DJ Lazy One: A ja z kolei zupełnie nie rozumiem tej „afery autotunowej”. Jak dla mnie jest to po prostu jakieś kolejne narzędzie i sęk w tym, by operować nim mądrze.

EMIL G: Ale Wojtek, jak będziemy chcieli ich zdissować, to nagramy na nich kawałek. (śmiech)

RYFA RI: Ja dodam, że np. Żabsona nie słucham, ale np. bardzo lubię płytę Erykah Badu, które cała jest zrobiona na autotune. Zresztą sama popełniłam niedawno kawałek z wykorzystaniem tego efektu.

Kajetan – mieszkasz od dłuższego czasu poza Polską. Czy tam śledziłeś scenę hip-hopową i czy twoi nowi znajomi słuchali twoich nagrywek?

Kaietanovich: No trochę już mieszkam, faktycznie. Ja w ogóle chyba nigdy tak naprawdę nie śledziłem żadnej sceny hip-hopowej, czy to światowej, czy polskiej, czy teraz angielskiej, bo to wymagałoby jakiejś szerszej analizy, sprawdzania i selekcjonowania, a poza tym, co lubię, słucham niewiele. Bardziej odrabiam sobie lekcje z tego, co ktoś mi puścił i siadło, niż śledzę na bieżąco. Z angielskich hiphopów to na pewno Plan B – czuję wszystko co robi ten ziomek, od rapowych nielegali przez płyty soulowe po aktorstwo i reżyserkę. Stormzy’ego lubię posłuchać też i Ocean Wisdom jest kozakiem, bez dwóch zdań, ale tego to akurat mi Buba puściła, w Warszawie. Swoje rzeczy komuś tam puszczałem w UK, nawet z kilkoma parami uszu zarezonowały, ale na większości osób większe wrażenie robią cyferki na YouTube, niż sama muzyka.

Wymieńcie, proszę, po jednym polskim kawałku rapowym, który jest waszym ulubionym klasykiem.

Kaietanovich:Hm… „Stawka większa niż” Włodiego z Korasem.

EMIL G: „Szalony styl kurde blaszka” Juhas, Warszafski Deszcz.

DJ Lazy One: WACO „Przyjdź na chwilę” feat. Pezet, Dizkret.

Kuba Knap: Mnie ukształtował polski hip-hop ogólnie, nie potrafię wymienić jednego kawałka

Gruby Józek:Eldo „Zza Szyby”.

MADA: Się Żyje MOLESTA.

Ryfa Ri: GRAMATIK „Nie ma czasu pomyśleć”.

Dodaj komentarz