Wojciech Wybranowski: Serce rozstrzelane w Poznaniu

WOJCIECH WYBRANOWSKI urodzony w 1973 roku w Poznaniu. Dumny z bycia poznańską pyrą. Dziennikarz tygodnika "Do Rzeczy". Publikował również w "Rzeczypospolitej", "Uważam Rze", "Życiu Warszawy", "Naszym Dzienniku", "Gazecie Polskiej", "Najwyższym Czasie", "Głosie Wlkp", "Przekroju". Kibic poznańskiego Lecha (pierwszy raz na meczu w wieku 3 lat). Antykomunista i przeciwnik poprawności politycznej. Dużo czyta i dużo je... Obiekt hejtu "poprawnościowców", co specjalnie mu nie przeszkadza.
WOJCIECH WYBRANOWSKI urodzony w 1973 roku w Poznaniu. Dumny z bycia poznańską pyrą. Dziennikarz tygodnika „Do Rzeczy”. Publikował również w „Rzeczypospolitej”, „Uważam Rze”, „Życiu Warszawy”, „Naszym Dzienniku”, „Gazecie Polskiej”, „Najwyższym Czasie”, „Głosie Wlkp”, „Przekroju”. Kibic poznańskiego Lecha (pierwszy raz na meczu w wieku 3 lat). Antykomunista i przeciwnik poprawności politycznej. Dużo czyta i dużo je… Obiekt hejtu „poprawnościowców”, co specjalnie mu nie przeszkadza.

Jest takie, stare, archiwalne zdjęcie. Poszarzałe, podniszczone, wyblakłe jak wyblakła stała się polska pamięć, zatarte jak nasza historia zanim młode pokolenie wbrew krzyczącym „Nie oddawać Polski gówniarzom” podniosło ją z kolan, tę naszą narodową dumę i nadało jej nowy blask. To fotografia zrobiona latem 1956 roku, w jednej z warszawskich, nieodbudowanych jeszcze po wojnie dzielnic. Widnieje na niej stary, może fragment ściany przedwojennej kamienicy, na której ktoś, odważny, nieznany warszawiak, wielkimi literami, białą farbą, ryzykując aresztowanie, napisał: „Dzieci Warszawy oddają cześć Dzieciom Poznania”. Litery są krzywe, koślawe w miejscach, gdzie piszący trafił pędzlem na ślady po kuli, po odłamku po pocisku, bo owa warszawska ściana pełna ich jest, postrzelana, zniszczona. Jak mury kamienic na poznańskiej ulicy Kochanowskiego, jak ściany domów przy niedalekiej ulicy Fredry czy Mickiewicza, gdzie w 28 czerwca 1956 roku komunistyczna władza otworzyła ogień do poznańskich robotników, studentów, licealistów domagających się wolności, żądających: „Polski katolickiej, a nie bolszewickiej”.

„Świecą z murów kul białe rozpryski – gwiazdy mściwych, sczerniałych nieb. Nie wrócili do domów do bliskich, ci, co wyszli by wołać o chleb” – napisał zaledwie kilka dni po upadku Powstania Poznańskiego Czerwca 1956 roku poeta Franciszek Fenikowski.

Nie jestem szczególnie sentymentalny, ale coś ściska mnie za serce, gdy spoglądam na to stare zdjęcie. Tak jak miło mnie, wnuka prostej krawcowej, która 62 lata temu wyszła wraz z koleżankami z Zakładów Odzieżowych im. Komuny Paryskiej dołączając do robotników „Ceglorza” w poznańskim proteście, wzruszyła propozycja młodych warszawiaków z #RespectUs bym w przygotowywanym przez nich mundialowym spocie nawiązującym do męstwa, odwagi, determinacji Polaków wcielił się właśnie w postać robotnika Czerwca‘56. Bo oni, warszawiacy, jak usłyszałem od tych młodych ludzi – mimo mających już ponad sto lat warszawsko-poznańskich antagonizmów uważają, że Poznański Czerwiec’56 był, jest jednym z najważniejszych wydarzeń w naszej nowoczesnej historii. Początkiem drogi do wolności. Spot wyszedł jak wyszedł. Spadła na niego fala hejtu ze strony liberalno-
-lewackiego warszawskiego saloniku dziennikarskiego, co mnie cieszy. Słychać wycie? Znakomicie.

Nota bene, przy okazji, taki mały, osobisty symboliczny kop w dupsko byłej komuszej władzy i ich poputczików, bo robotnika Czerwca 56’ mogłem odtwarzać na stadionie warszawskiej Legii, której prezesem w czasach komuny był gen. Stanisław Popławski. Komunistyczny kutafon 28 czerwca 1956 roku pacyfikujący Poznańskie Powstanie. To właśnie Popławski osobiście kierował akcją pacyfikacji Czerwca 56’. Nigdy nie poniósł żadnej kary.

28 czerwca 1956 roku na ulicę Poznania wyszły dziesiątki tysięcy ludzi. Młodych, starych, wykształconych i tych z kilkoma klasami szkoły. Poszli pod sąd, zdobyli, poszli pod więzienie, zdobyli broń, rozpoczęli walkę dając sobie i innym w tym strasznym okresie, przed dwa dni odrobinę wolności. Przeciwko nim stanęła czerwona śmierć. 10 tysięcy żołnierzy Wojska Polskiego i KBW, ponad 300 czołgów i wozów pancernych. Przeciwko poznaniakom stanęli: domagający się użycia wojska przeciw cywilom Feliks Wojak, kierownik WUBP, gen. Jerzy Borodziłowski, były wiceminister obrony narodowej PRL, który wydał rozkaz użycia broni przeciw poznaniakom, płk Józef Lipiński, dowódca plutonu KBW– na ulicy Kochanowskiego wydał rozkaz strzelania do demonstrantów. Żaden z nich nigdy nie stanął przed sądem, choć jeszcze w latach 90’ ścigania Lipińskiego mieszkającego wówczas w Krakowie domagała się Liga Republikańska i Radykalna Akcja Antykomunistyczna.

Przeciw poznańskiej wolności stanęli: łysy zbir Józef Cyrankiewicz wrzeszczący: „Każdy prowokator czy szaleniec, który odważy się podnieść rękę przeciw władzy ludowej, niech będzie pewny, że mu tę rękę władza ludowa odrąbie” i przywrócony na fali „odwilży” gensek Władysław Gomułka, który już rok po tragicznych wydarzeniach wydał polecenie „spuszczenia kurtyny milczenia”. Owa kurtyna, z drobnymi wyjątkami, pojedynczymi książkami wydawanymi w latach 80’ w drugim obiegu przetrwała do późnych lat III RP. Poznańskiemu Czerwcowi nie poświęcano, a jeśli już to ułamek sekundy czasu w ogólnopolskich dziennikach, z rzadka pojawiają się na uroczystościach Czerwca’56 istotni przedstawiciele polskiego rządu. Nota bene, same uroczystości też są tak „godne”, że aż płakać się chce… przypominające peerelowskie apele odbębniane z musu.

Czy to oznacza, że oni wygrali? Czy jak przewidywał Zbigniew Herbert „(…) oni wygrają pójdą na twój pogrzeb i z ulgą rzucą grudę”? Wygrywali. Wiele, długich lat. Aż wreszcie nadeszło młode pokolenie, ludzi nietrawiących postpeerelowskiej propagandy, Urbana, Michnika, Żakowskiego, odpornych na pranie mózgów springerowymi kolorówkami. Kiedy dziś pod Pomnikiem Poznańskiego Czerwca, w samym środku Poznania widzę kwiaty i znicze od kibiców Legii, kiedy młodzi warszawiacy upamiętniają robotniczy zryw, kiedy dzwonią – piszą bardzo młodzi ludzie z Katowic, Wrocławia, Szczecina z pytaniem „panie redaktorze, czy może pan polecić jakąś książkę o Poznańskim Czerwcu, czy może dać nam pan jakiś kontakt do uczestników Powstania, my chcemy wiedzieć” mam pewność, ze ostatecznie to zbuntowani przed laty poznaniacy, robotnicy z Grodu Przemysła wygrali. I znów coś ściska za serce. Wdzięczność i Duma.

WojciechWybranowski
wojciech.wybranowski@warszawskiwieczor.pl

Dodaj komentarz